Bez rąk bez nóg bez ograniczeń – recenzja

Życie to wielka niewiadoma. „Jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się trafi”. Paradoksalnie na tym polega jego sens: na umiejętności odnalezienia się nawet w najbardziej skomplikowanych scenariuszach, jakie przygotował nam los. Jeszcze większą sztukę stanowi wyciąganie lekcji z podbramkowych sytuacji i inspirowanie innych ku poprawie jakości własnego życia.

Pełnosprawny niepełnosprawny

Osobą, która opanowała ją do perfekcji jest Nick Vujicic, znany mówca motywacyjny cierpiący na wrodzony brak kończyn, który w swojej działalności dotyka poważnych tematów takich jak między innymi niepełnosprawność oraz wiara w Boga. Dla każdego, kto interesuje się kwestią ćwiczenia siły woli i pokonywania przeciwności losu, kontakt z dziełami Australijczyka będzie nie lada gratką. Książka nick vujicic bez rąk bez nóg bez ograniczeń zawiera dwanaście rozdziałów, które odpowiadają głównemu przesłaniu autora: posiadaj poczucie celu, niezachwianą nadzieję, głęboką wiarę, samoakceptację, odwagę, gotowość na zmiany, ufność wobec ludzi, głód doświadczeń, poczucie humoru i misję służenia innym. Te proste, ale esencjonalne rady pozwolą iść przez życie z podniesioną głową. Można tutaj znaleźć tak fakty z biografii Vujicica, jak i uniwersalne prawdy o doświadczeniu cierpienia.

Przełamywanie barier

Z pewnością zadziwia, z jakim rozbrajającym humorem i optymizmem podchodzi do świata osoba niepełnosprawna. Czytelnik od razu dostrzega paradoks polegający na tym, że skoro ktoś bez rąk i nóg czerpie z życia więcej niż niejeden człowiek z wszystkimi kończynami na miejscu, to jak samemu można się kiedykolwiek poddać złemu losowi? Podróże po świecie, oddane, ogromne grono słuchaczy i wielbicieli, szczęśliwa rodzina – to wszystko jest do osiągnięcia, a wszelkie kłopoty ze zdrowiem, pracą czy pieniędzmi stanowią tylko błahostki. Mówca motywacyjny przekonuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Przełamując kolejne bariery, jakie narzucała mu choroba, nauczył się w końcu rzeczywiście żyć bez ograniczeń. Jak widać tytuł dzieła to nie chwyt marketingowy, lecz rzeczywistość.

Ćwiczenie czyni mistrza

Jedyną rzecz, jaka miejscami razi podczas lektury, stanowi powtarzanie jak mantrę podobnych stwierdzeń, ciągłe parafrazowanie ich. Ma to jednak być może pewien swój cel, ponieważ z pewnością na dłużej zapadają wtedy w pamięć. Pewnie znajdą się malkontenci, którzy zarzucą bohaterowi, a zarazem twórcy „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”, że zdobył rozgłos i uznanie tylko dzięki swojej niepełnosprawności, lecz byłby to bardzo niesprawiedliwy sąd. Bez ciągłej pracy nad sobą, nawet pewnie niewyobrażalnej dla zwykłego śmiertelnika, a poza tym niemożliwej do podkopania wiary w siebie i gotowości do doceniania tego, co dostało się od losu, taka kariera nie miałaby zapewne racji bytu. Książka niech służy każdemu w chwilach tak lepszych, jak i gorszych, działa przeciwdepresyjnie równie mocno co piosenka Bobby’ego Mcferrina „Don’t worry, be happy”.

Dodaj komentarz